|
Sosnowski: Chcę walki z Haye'em! |
Aktualności
- Wylewam siódme poty na treningach. Czuję się znakomicie. Wszyscy podkreślają, że nigdy jeszcze nie zaczynałem przygotowań z tak wysokiego pułapu. Wiem przed jaką szansą stoję i zamierzam ją wykorzystać – mówi Albert Sosnowski, który 9 kwietnia stoczy najważniejszy pojedynek w karierze. Jego rywalem będzie mistrz olimpijski z Sydney Audley Harrison. Polak będzie bronił pasa mistrza Europy wagi ciężkiej.
Brytyjski pięściarz podkreśla, że jest pod wrażeniem umiejętności „Dragona”. I dlatego spodziewa się bardzo trudnego pojedynku. Do końca nie zdaje sobie chyba jednak sprawy z tego, co go czeka.
- Niezwykle szanuję Harrisona. Ma jednak pecha. Staną mi na drodze ku pięściarskiemu szczytowi. Nawet nie wie, jak jestem zdecydowany, by się na niego wspiąć. Harrison może więc spodziewać się prawdziwej lawiny. Moich ciosów, rzecz jasna – opowiada „Dragon”.
Dla Polaka najbliższy pojedynek ma szczególne znaczenie. Zwycięstwo może otworzyć mu drogę do niezwykle prestiżowej walki z Davidem Haye'em. Szefowie telewizji Sky już teraz oznajmili, że byliby zainteresowani tym wydarzeniem. Najpierw jednak polski zawodowy mistrz Europy wagi ciężkiej musi uporać się z Harrisonem.
- Za mną pierwszy etap przygotowań. Budowałem wytrzymałość i siłę, poprawiałem wydolność – opowiada „Dragon”. - Cały czas miałem też normalne, bokserskie treningi. Przede wszystkim pracowałem nad wyeliminowaniem błędów z poprzedniej walki i wzmocnieniem obrony.
Przypomnijmy, że po raz ostatni Sosnowski walczył w grudniu ubiegłego roku. To właśnie wtedy pokonał Paolo Vidoza i wywalczył mistrzostwo Europy wagi ciężkiej. Teraz czeka go pierwsza obrona tytułu. A potem być może David Haye.
„Hayemaker”, mistrz świata wersji WBA, odebrał pas Nikołajowi Wałujewowi. Teraz zapowiada podbicie wagi ciężkiej oraz triumfy nad braćmi Kliczko. Dla niego więc Sosnowski byłby idealnym przeciwnikiem. Anglik może zakładać sobie, że pojedynek z „Dragonem” to czysty zysk. Przede wszystkim dlatego, że rywal jest już w Anglii znany oraz
szanowany, aczkolwiek z punktu widzenia Haye'a nie należy do grupy tych najtrudniejszych. Pieniądze będą dobre, a zainteresowanie kibiców oraz mediów ogromne.
|