|
Strona 1 z 2 Grzywacz
Uff i się przewaliło. Najbardziej błyskawiczna i najbrutalniejsza kampania wyborcza w historii wolnej polski odeszła już w zapomnienie. Choć czy na pewno? Bez wątpienia wielu komentatorów i publicystów będzie często do niej wracało szukając porównań i starając się znaleźć jakieś punkty zwrotne, czy kamienie milowe.
Polityczny wstęp wcale nie znaczy, że felieton ma być polityczny. Bo miejsce nie na politykę, ale po to, by przyjrzeć się dokładniej i może nieco z przymruzeniem oka naszej rzeczywistości.
Kampania polityczna, podobnie jak wiele innych stref życia publicznego ma wiele pokerowych odniesień. Do tych innych zaraz wrócę. Ocenia się procentowe szanse rywali, mówię o blefowaniu czy sprawdzaniu. W przeciwieństwie jednak do rozsądnych graczy pokerowych wszyscy aktorzy sceny politycznej na każdym kroku i w każdym rozdaniu grają all-in. Na ile jest to strategia niebezpieczna przekonały się „przystawki”, które przegrały z kretesem wszystkie swoje żetony, choć jeszcze przed wyłożeniem flopa (czytaj debatami telewizyjnymi) dysponowały niewielkimi kwotami.
Obiecałem, że zajmę się wpływem pokera na nasze życie codzienne, bądź na odwrót – jak proza życia może być opowiedziana pokerowymi słowami.
Weźmy na przykład międzyludzkie relacje. Ile w nich blefów, ile licytacji, ile rozczarowań ostatnią kartą... Ile gry all-in. Zarówno w życiu jak i w pokerze taka strategia jest skuteczna tylko wtedy, gdy albo nie mamy nic do stracenia, albo dysponujemy większą ilością żetonów od rywala. W przeciwnym razie musimy spokojnie usiąść wygodnie w fotelu, spojrzeć jeszcze raz w karty, spokojnie przeliczyć żetony i przede wszystkim – obserwować przeciwnika. Ileż razy zdarzyło się Państwu popełniać błędy tylko dlatego, że niewłaściwie odczytaliście czyjeś intencje? Idę o zakład, że nierzadko. Dlatego w pokerze, podobnie jak w życiu to właśnie obserwacja, a potem wnikliwa analiza zebranych informacji jest kluczem do suksceu.
|